pogański władca słowian na ziemiach zachodnich
poniedziałek, 18 lipca 2011
Średniowieczny kontenerowiec na dnie Zatoki Gdańskiej
holk
Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

Archeolodzy podwodni z Centralnego Muzeum Morskiego badają wrak średniowiecznego żaglowca zakopanego w dnie przy wejściu do gdańskiego portu. Dyrektor CMM Jerzy Litwin: - Jeśli potwierdzi się, że zachował się w całości, będzie to drugie takie odkrycie w Europie

- Z piaszczystego dna, na głębokości około pięciu metrów, wystaje prawie niezniszczona burta dużego, średniowiecznego żaglowca - relacjonuje dr Waldemar Ossowski z Centralnego Muzeum Morskiego. - Z naszych dotychczasowych ustaleń wynika, że reszta kadłuba znajduje się głęboko w piachu. Jeżeli tak jest, to mamy do czynienia ze znaleziskiem na miarę średniowiecznej kogi bremeńskiej.

Bo do naszych czasów zachowało się w całości lub chociaż w dużej części bardzo niewiele żaglowców zbudowanych przed 1700 r. W basenie morza bałtyckiego znamy dwa: szwedzką Vasę i średniowieczną kogę z Niemiec. To właśnie ta druga jednostka może być punktem odniesienia dla gdańskiego wraku. Niemiecką kogę, pochodzącą mniej więcej z 1380 r., odnaleziono w 1962 roku podczas modernizacji portu w Bremie.

- Nasze znalezisko to nie koga. Mamy tu do czynienia z holkiem, czyli dużym, bałtyckim statkiem handlowym, którego używano od XIV do XVII wieku - kontynuuje Ossowski. - Ostatni raz podobny wrak badaliśmy w latach 70. Był to słynny "Miedziowiec" z którego zachował się ładunek i trochę części podwodnych kadłuba.

Holki były ulubionymi statkami kupców hanzeatyckich, ale także Krzyżaków. To uniwersalne transportowce - pękate, z jednym, dwoma lub trzema masztami - mogły przewozić wszystkie rodzaje towarów. A po uzbrojeniu służyć także jako jednostki wojenne. Pływały głównie po Bałtyku i Morzu Północnym.

Gdański holk został odkryty przypadkiem - podczas standardowych badań dna sonarem. Ponieważ jest niemal całkowicie przysypany piaskiem, będzie odkrywał swe tajemnice bardzo powoli.

Jerzy Litwin, dyrektor Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku: - To może być światowa sensacja. Jak dotąd mamy w Europie tylko jeden materialny przykład zachowanego w całości szkutnictwa dojrzałego średniowiecza. Mamy nadzieję, że holk pozwoli nam poznać wreszcie tajniki budowy pokładów, kaszteli czy wyposażenia części nawodnych kadłuba dużych statków sprzed kilkuset lat.

Holk to także wyzwanie organizacyjne. Na jego konserwację trzeba zdobyć duże dofinansowanie. A żeby statek eksponować, być może należałoby zbudować specjalny gmach. - Bremeńczycy na podstawie swojego wraku zbudowali kopię kogi, która nawet odwiedziła Gdańsk. U nas, na Motławie mógłby cumować tak samo zrekonstruowany holk - cieszy się prof. Andrzej Januszajtis, znawca dziejów miasta.

Bartosz Gondek
Gazeta Wyborcza Trójmiasto 08.07.2011


O znalezisku pisze też Wojciech Pastuszka - archeowiesci.pl10 lipca 2011

Nowe wraki z Gdańska

Wyspa Spichrzów
Rycina Matthäusa Deischa ukazująca Wyspę Spichrzów, XVIII w.

(...) wrak spoczywa zakopany u wejścia do portu w Gdańsku. Z piaszczystego dna, na głębokości około pięciu metrów, wystaje prawie niezniszczona burta dużego, średniowiecznego żaglowca. Jest bardzo możliwe, że jednostka zachowała się co najmniej w dużej części, a to wielka rzadkość. W Bałtyku znaleziono dotąd tylko dwa ponad 300-letnie wraki w tak dobrym stanie.

W ocenie archeologów z Centralnego Muzeum Morskiego jest to holk, czyli duży statek handlowy używany od XIV do XVII wieku. Jego wrak odkryto podczas standardowych badań dna sonarem. 

13:46, drogi_r
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2011
XIV-wieczna łodź odkryta na Wyspie Spichrzów

 

Na Wyspie Spichrzów, ponad pięć metrów pod ziemią, archeolodzy odkryli XIV-wieczną łódź. Jej fragmenty przetrwały, bo była wykorzystywane jako... kładka.

Od maja na terenie Wyspy Spichrzów trwają badania archeologiczne. Jakiś czas temu archeolodzy natknęli się tam na cenne znalezisko.

 

- Zadecydował przypadek. Okazało się, że deski, które w XIV wieku były łodzią, wykorzystano potem jako utwardzenie grząskiej ziemi, po której chodzono. Z łodzi zachowała się większa część dna, które jest płaskie i dlatego mogło być wykorzystane jako kładka - wyjaśnia archeolog Przemysław Garlicki.

Dla kogoś bez archeologicznego doświadczenia, znalezisko byłoby jedynie kilkoma starymi i mokrymi deskami. Jednak fachowcy szybko zorientowali się, z czym mają do czynienia.

 

- Na deskach, w równych odstępach, są przebarwienia po skorodowanych podkładkach od nitów, którymi były spajane klepki łodzi. Nity były żelazne i żaden z nich się nie zachował. Jak to wtedy bywało, były powtórnie wykorzystane. Poza dobrze zachowaną stępką, jest też kilka pasów klepek z poszycia dna łodzi. Zachowało się też uszczelnienie między klepkami, wykonane z powrozu i tkaniny. Widać też łączenie klepek na zakładkę, a rozstawione co około 0,5 m duże drewniane kołki to prawdopodobnie pozostałość po mocowaniu denników, czyli poprzecznych wzmocnień łodzi - opisuje archeolog.

 

Z pierwszych ustaleń wiadomo, że jest to łódź klepkowa, budowana na stępce, wykonana z drewna dębowego. Mogła osiągać wymiary około 5 - 6 metrów. Takimi jednostkami poruszano się na wodach śródlądowych i przewożono bardzo różne towary. Po zachowanej części dna można się jedynie domyślać, że była to łódź wiosłowa. Pojedyncze elementy łodzi znaleziono też w warstwie obok, te także były wykorzystane do utwardzania terenu.

- Większość odkrytych dotąd łodzi pochodzi z wczesnego, ale ta jest z późnego średniowiecza. Takich odkryć jest jednak zaledwie kilka - zaznacza Garlicki. Dlaczego łódź się zachowała? - W ciągu XIV wieku podniesiono teren i łódź została przysypana kolejnymi warstwami ziemi. Około XVIII wieku w tym miejscu wykonywano wkop pod fundament muru i wówczas wybrano fragment prawej części dna i być może inne części łodzi (na zdjęciu widać jak mur "przecina" łódź.) Nie jest ona jeszcze odsłonięta na całej długości, bo wchodzi w profil ściany. Odsłonimy ją niebawem - podkreśla Garlicki.

 

Znalezisko trafi do Muzeum Archeologicznego w Gdańsku lub do Centralnego Muzeum Morskiego. Następnie będą wykonane badania dendrochronologiczne by określić czas ścięcia drzewa, z którego wykonano stępkę, a tym samym uściślić czas powstania łodzi.

Oprócz łodzi znaleziono też zbiór detali architektonicznych pochodzących z jedynego budynku na wyspie, który nie był spichlerzem, czyli banku z końca XIX wieku, który stał przy ulicy Stągiewnej. Odkryta neomanierystyczna kamieniarka to gzymsy, kwadry i konsole wykonane w czerwonym piaskowcu.

- Udało nam się odkryć także wybrukowane podwórze z XIV wieku, które na tzw. Planie Sztokholmskim z około 1600 roku już jest zabudowane spichlerzami - wyjaśnia archeolog.

Pierwszy etap badań archeologicznych w tej części Wyspy Spichrzów ma się zakończyć w sierpniu. Archeolodzy pracują na zlecenie spółki Spichlerz Ognisty Wóz, której jednym z udziałowców są podgdańskie Zakłady Mięsne Nowak. Na terenie o powierzchni 0,7 hektara ma powstać m.in. hotel, biura, punkty handlowe, usługowe i gastronomiczne oraz mieszkania.

 

Katarzyna Moritz
Trojmiasto.pl 5 lipca 2011

15:57, drogi_r
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 października 2006
Jaka była moda średniowiecza?

Wbrew powszechnym opiniom średniowieczna damska moda skutecznie opierała się wściekłym atakom prawodawców i teologów. Mimo surowych zakazów mężczyźni mieli naprawdę co podziwiać

Pojawienie się chrześcijaństwa całkowicie odmieniło postrzeganie kobiety. Antyczny ideał piękna zamieniono w grzeszną powłokę, a zmysłowość zaczęto określać nieczystym pożądaniem. Według wczesnochrześcijańskich ascetów, z których całymi garściami czerpali wzory średniowieczni teologowie, kobieta jako sukcesorka mitycznej Ewy przejęła po niej całą mroczną spuściznę - w tym próżność. Jak udowadniał św. Hieronim, pragnienie dodania sobie uroku i urody sztucznymi środkami prowadzi w efekcie do grzechów lubieżności i zamiłowania do ziemskich marności. Inny chrześcijański klasyk Tertullian wymieniał cały katalog diabelskich pokus: peruki, tlenienie włosów, wybielanie skóry kremami. Niemiłe Bogu było też noszenie długich, wlokących się po ziemi trenów, bogatych futer oraz szerokich, przejętych z Bizancjum, powiewnych rękawów.
Przy takich poglądach trudno się dziwić, że we wczesnym średniowieczu stroje obojga płci - mężczyzn i kobiet - niewiele się od siebie różniły. Obie płcie nosiły takie same przepasane w talii szaty i długie włosy.


Katarzyna Wiatroszak
Wykonana z cyny brosza służąca do spinania płaszcza

    Wbrew teologom
Nawet najlepszy teolog nie wygra jednak z modą. Już pod koniec wczesnego średniowiecza strój stawał się bardziej dopasowany do figury. Kobieta idealna o wysmukłej sylwetce, białej skórze i takiż włosach, by nadążyć za modą, musiała nosić buty z długimi szpicami. Ale nie tylko. Zgrzebna spodnia koszula, czyli giezło, coraz ściślej przylegała do ciała - koszulę ściągano i związywano. Tak powstał gorset, który swoją ostateczną formę uzyskał w XV-w. Francji. Skromny len coraz częściej zastępował jedwab. Pojawiły się też śmiałe dekolty.
Te z dam, które chciały być najbardziej trendy, rozpruwały sobie suknię od pachy aż do bioder. Teolodzy taki strój nazywali "bramą piekieł".
Kobiety jednak coraz wyraźniej zaczynały mieć w nosie to, co nakazywały im wkładać specjalnie akty prawne pojawiające się już od czasów Karola Wielkiego. Nic dziwnego, że damska fantazja w dziedzinie mody nie uszła uwagi nawet najwyższych ojców Kościoła. Głos w tej sprawie zajmowały nawet sobory. Zwłaszcza wtedy, kiedy modne kroje sukien zaczęły przenikać do klasztorów.


Katarzyna Wiatroszak
Mosiężna sprzączka z fragmentem średniowiecznego pasa

    Prawie tak jak dziś
Skąd to wszystko wiemy? Oprócz wszelkiego rodzaju przekazów pisanych i wielu źródeł ikonograficznych w poznawaniu dawnej mody coraz wydatniej pomaga nam archeologia. Czasami nawet niewielki kawałek materiału - na przykład przetykana złotem jedwabna wstążka z XIII w. czy pochodzący z tego samego okresu delikatny czepiec - może nam powiedzieć bardzo wiele o dawnych mieszkańcach średniowiecznych miast Polski.
- Wstążka i znaleziony w tym roku czepiec ze starego miasta w Elblągu to najbardziej spektakularne, ale niejedyne odkrywki luksusowych materiałów z tego terenu - mówi archeolog Mirosław Marcinkowski z Muzeum w Elblągu. - Niezwykle drogi jedwab odkryliśmy nawet pośród rzeczy należących do żony poławiacza jesiotrów. To oznacza, że Elbląg już kilkadziesiąt lat po otrzymaniu praw miejskich był bogatą osadą.
Mieszkanki Pomorza nie odbiegały po względem ubioru od swoich zachodnich koleżanek. - Na obowiązkowej spodniej koszuli układała się suknia z wieloma klinami, eksponująca kobiece wdzięki. Już wówczas niezmiernie ważna była kolorystyka - opowiada Ewa Kasarab, kostiumolog. - Codziennym kolorem była zieleń, kobiety chętnie nosiły też czerwień, pomarańcze i nasyconą żółć. Lubowały się również w tzw. gryzących się zestawieniach - łączyły np. wściekłą zieleń z bladym różem.
Jedną z ważniejszych ozdób średniowiecznej damy był pas, którym przewiązywano suknię. Wykańczano go ozdobnymi klamrami, sprzączkami i naszywkami z metalu. - W Polsce zdobienia wykonane były jednak z mniej szlachetnych materiałów. Złoto zastępowano mosiądzem, srebro zaś cyną. Na pasach wytłaczano motywy lub inskrypcje religijne - opowiada Ewa Trawicka z gdańskiego Muzeum Archeologicznego. - Podobnie było z broszami do spinania płaszcza lub koszul czy szpilami do mocowania welonów.
Do pasa dopinano: sakwę na pieniądze, woreczek na nóż, a także skórzane kaletki. Kaletki to torby z wieloma przegródkami, w których noszono różne drobiazgi. Te znalezione miesiąc temu na gdańskiej starówce wytwarzane były ze skóry i pięknie zdobione. Zdarzało się, że pokrywa ze zniszczonej kaletki była tak ceniona, że służyła później jako ozdobnik naszywany na kolejne przedmioty znajdujące się w domu.


Bartosz Gondek, Katarzyna Wiatroszak
Buty przypominające współczesne klapki. Wykonane ze skóry, na podeszwie z korka

    Buty z second-handu
Najmniej znanym elementem średniowiecznej mody są buty. W ikonografii kobiety miały zawsze długie suknie całkowicie przykrywające stopy. Z wykopalisk archeologicznych wiadomo jednak, że nosiło się głównie buty skórzane, zarówno wysokie, wiązane na rzemyki lub zapinane na guziki. A także lekkie, przypominające klapki, z podeszwą z korka z obu stron obszytego skórą. Już w XIII w. Polki nosiły lekkie buty ze specjalnymi wywietrznikami przypominające dzisiejsze obuwie sportowe. Sporym wzięciem cieszyły się klasyczne holenderskie saboty.
- Ciekawe jest to, że jak wskazują nam buty z XV w., już wtedy mogły istnieć tzw. second-handy - opowiada Beata Ceynowa z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku. - Buty robione były na zamówienie, noszone przez wiele lat, a później sprzedawane biedniejszym. Na potrzeby kolejnego właściciela mogły być nacinane wzdłuż lub w poprzek, by większa stopa dobrze w nich leżała. Były też tak zwane patynki, czyli specjalne nakładki doczepiane do miękkich butów. Wykonana z drewna, przypinana na różne sposoby podeszwa zaopatrzona była w solidne drewniane klocki i pozwalała przejść suchą stopą przez błotniste ulice ówczesnych miast.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mało którego naukowca interesował szarobury kawałek skóry lub materiału wydobyty po kilkuset latach z archeologicznego wykopu. Dziś jest inaczej. Resztki ubrań traktowane są jako niezwykle atrakcyjne zjawiska. Pojawia się też coraz większa grupa naukowców zajmujących się ich badaniem. Wygląda na to, że za kilka lat do archeologii podwodnej, miejskiej i militarnej dołączy kolejna - archeologia mody.


Bartosz Gondek
Patynki - drewniane nakładki na buty pozwalające dawnym modnisiom przejść suchą stopą przez zabłocone miejskie ulice

Bartosz Gondek, Katarzyna Wiatroszak, Gdańsk
2006-09-26, gazeta.pl

Malowana czaszka z Pacanowa

Niezwykłe odkrycie na cmentarzysku pod Pacanowem. W grobie sprzed co najmniej 4,5 tys. lat znaleziono pomalowaną na czerwono czaszkę.


Fot. Jarosław Kubalski
Na czaszce widać ślady czerwonego barwnika,
którym pomalowano górną część w miejscu włosów.
Nad czołem widać też dużą, regularną czarną plamę.


Czaszka leżała w grobie niszowym, charakterystycznym dla kultury złockiej - ludu rolników zamieszkujących okolice Sandomierza w neolicie. - To tajemnicza kultura. Mieli nietypowe zwyczaje pochówku zmarłych - mówi Stanisław Wilk, archeolog z Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze, od pięciu lat badający cmentarzyska pod Pacanowem.
Prawdopodobnie członków tej samej rodziny chowano w jamie, do której prowadził niewielki szyb. W grobie odkrytym kilka dni temu leżą położone na boku cztery osoby, w tym małe dziecko przytulone do matki. Pomalowana czaszka leżała twarzą do góry. Nad czołem widać dużą regularną czarną plamę.
- Nie ulega wątpliwości, że czaszka była celowo wypreparowana w ten sposób. Nie należy do żadnego ze szkieletów. Mogła być złożona z dwóch różnych części - spekuluje Stanisław Wilk.
Czerwony barwnik znaleziono również na kamiennych płytach, którymi wyłożono grobowiec. - Nie spotkałem się jeszcze z takim znaleziskiem. Malowanie czaszki mogło być jakimś elementem kultu zmarłych - przypuszcza Wilk.
Pomalowaną czaszkę spod Pacanowa oglądała już dr Anita Szczepanek z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Od kilku dni przeglądam literaturę i nie udało mi się znaleźć podobnego przypadku. Jakichś analogii można się doszukać w Australii, ale na razie trudno cokolwiek powiedzieć - przypuszcza Szczepanek.
Marcin Sztandera, Kielce
2006-08-21, gazeta.pl

dzięki archeowiesci.blox.pl
piątek, 23 grudnia 2005
SZCZODRE GODY - słowiańskie "Boże Narodzenie"
Godowe Święto, Szczodre Gody, Zimowego Staniasłońca - Etniczne święto Słowian, przypadajace na przesilenie zimowe (21-22 grudnia).
Święto Godowe, przypadające na okres zimowego przesilenia, w pewnych regionach znane było również pod nazwą Zimowego Staniasłońca i trwać mogło nawet kilka dni. Przez Słowiańskich Rodzimowierców (zarówno w przeszłości jak i obecnie) uznawane jest za początek nie tylko nowego roku słonecznego ale też liturgicznego oraz wegetacyjnego. Zwycięstwo światła nad ciemnością symbolizuje moment, w którym zaczyna przybywać najkrótszego (jak dotąd) dnia w roku, a najdłuższej nocy ubywać. Przynosząc ludziom nadzieję, napawając radością i optymizmem, Swaróg - Słońce znów zaczyna odzyskiwać panowanie nad światem… Stary cykl się zamyka - odchodzi stary rok, nowy - rozpoczyna.
U Słowian przesilenie zimowe poświęcone było także duszom zmarłych przodków. By dusze zmarłych mogły się ogrzać palono na cmentarzach ogniska i organizowano rytualne uczty (z którymi w późniejszym okresie przeniesiono się do domostw). Był to też szczególny czas na odprawianie wróżb mogących przewidzieć przebieg przyszłego roku np. pogodę i przyszłoroczne zbiory. W pewnych regionach (głównie na Śląsku) w okresie tym praktykowano zwyczaj stawiania w kącie izby ostatniego zżętego snopa żyta. Był on zazwyczaj dekorowany suszonymi owocami (najczęściej jabłkami) oraz orzechami, zaś po święcie pieczołowicie przechowywany aż do wiosny. To właśnie z nasion pochodzących z kłosów tegoż snopa należało bowiem rozpocząć przyszłoroczny siew…
Innym zwyczajem była kultywowana szczególnie w południowej Polsce (na Podhalu, Pogórzu, Ziemi Sądeckiej i Krakowskiej oraz ponownie na Śląsku) tzw. Podłaźniczka – udekorowana gałąź jodły, świerku lub sosny wieszana pod sufitem. Powszechne było też ścielenie słomy lub siana pod nakryciem stołu… Wszystko to czyniono dla zapewnienia przyszłorocznego urodzaju. Na przełomie XVIII i XIX wieku tradycję dekorowania snopa żyta niemal całkowicie zastąpił przybyły z Niemiec zwyczaj dekorowania choinki (która to ostatecznie, stała się niejako symbolem innego święta jakim jest chrześcijańskie, tzw. Boże Narodzenie). Wiele pierwotnych słowiańskich zabiegów magicznym (w tym np. wspomniane już ścielenie słomy lub siana pod obrusem) nadal powszechnie jednak praktykowana jest w wielu domach po dziś dzień, choć z czasem nadano im chrześcijański wydźwięk i interpretację - również wyraz "kolęda" pierwotnie oznaczał radosną pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania znajomych gospodarzy w noc przesilenia zimowego.
Powiązań "Bożego Narodzenia" ze Świętem Godowym na terenie Polski jest zresztą znacznie więcej. Chrześcijańskie (szczególnie dominujące wyznacie na terenie RP) obchodzi dzień narodzin swojego zbawiciela 25 grudnia, choć jeszcze w III wieku obchodzono go 6 stycznia - dopiero w okresie późniejszym pojawiła się data 25 grudnia (pierwszy raz wzmiankowana w 336 roku). Przyczyniło się do tego obchodzone wówczas w Rzymie, również pogańskie święto przesilenia zimowego poświęcone bogu słońca Sol Invictus. Należący również do czcicieli tegoż Boga cesarz Konstantyn, po swoim połowicznym przyjęciu wiary chrześcijańskiej (w ten sposób próbując pogodzić dwie różne wiary) przemianował termin święta chrześcijańskiego na święto "pogańskie" (co z resztą w analogiczny sposób uczyniono przyjmując symbolikę krzyża).
żródło: Wikipedia
piątek, 02 grudnia 2005
Powstanie Galów
Wercyngetoryks, łac. Vercingetorix, fr. Vercingétorix (72-46 p.n.e.) - król galijskiego plemienia Arwernów, wódz wielkiego powstania Galów przeciwko władzy Rzymu. Został pokonany przez Juliusza Cezara w bitwie pod Alezją (52 p.n.e.) i poddał się. Prawdopodobnie po 6 latach niewoli został uduszony z rozkazu Cezara.

Gergovia (zobacz foto)


Alesia
Bitwa pod Alezją między wojskami rzymskimi i Galami miała miejsce w 52 roku p.n.e. podczas podboju Galii przez Juliusza Cezara.
W latach 58-51 p.n.e. wódz rzymski Gajusz Juliusz Cezar, jako prokonsul Galii Przedalpejskiej podbił całą Galię po Kanał La Manche i Ocean Atlantycki. Zorganizował też zbrojne wyprawy przeciwko Brytanii i za Ren przeciwko Germanom. Te dwie ostatnie kampanie odciągnęły siły rzymskiego wodza z Galii i pozwoliły jej mieszkańcom rozniecić serię powstań przeciwko rzymskiemu panowaniu. Pierwsze próby były nieudane, lecz na początku 52 roku p.n.e. młody książę Arwernów, Wercyngetoryks, w kolejnym powstaniu zastosował taktykę spalonej ziemi. Dzięki niej odniósł szereg sukcesów, przejściowo odciął nawet główne siły Cezara w Galii Przedalpejskiej. Dzięki tym sukcesom skupił pod swym zwierzchnictwem wszystkie plemiona galijskie.
Do decydującego starcia doszło pod Alezją (około 30 kilometrów na zachód od dzisiejszego Dijon), które Cezar otoczył prawie wszystkimi legionami, jakimi dysponował. Twierdza Alezja leżała na wysokim płaskowyżu, praktycznie niedostępnym dla nacierających wojsk. Dlatego Cezar zdecydował się na długotrwałe oblężenie i wzięcie głodem obrońców, którzy mieli zapasy żywności tylko na jeden miesiąc.
Otoczył twierdzę podwójnym 15-kilometrowym pasem fortyfikacji, wykorzystując przy tym dwie rzeczki, w których widłach znajdowała się Alezja. Pas wewnętrzny miał zabezpieczyć obozy Rzymian przed wypadami Galów z twierdzy, zaś zewnętrzny przed atakami posiłków galijskich, jakie po kilku tygodniach nadeszły ze wszystkich stron.
Warto zwrócić uwagę na wielkość zaangażowanych sił. Rzymian było około 70 tysięcy, Galów w otoczonej Alezji około 90 tysięcy, a posiłki "pospolitego ruszenia" Galów liczyły, według legendy, aż 250 tysięcy. Oczywiście tę dysproporcję sił łagodziło lepsze wyszkolenie i uzbrojenie legionistów rzymskich, zaś przede wszystkim właśnie owe dwie linie fortyfikacji, opasujące oblężone miasto. Głównymi elementami tych linii były palisady z wieżami obronnymi oraz rowy najeżone zaostrzonymi palami lub napełnione wodą.
Przez kilka dni obie armie galijskie, wewnętrzna i zewnętrzna, atakowały umocnienia rzymskie, ale bezskutecznie. Gdy wreszcie udało się Galom przełamać zewnętrzne linie umocnień i wedrzeć w głąb obrony Rzymian, zostali odrzuceni przez posiłkującą rzymskie wojska jazdę germańską i ulegli panice na widok czerwonego płaszcza Cezara, który osobiście interweniował w bitwie. Zakończyła się ona wielkimi stratami dla Galów. Obrońcy Alezji stracili wtedy nadzieję na zwycięstwo, czy przeżycie. Wówczas Cezar w ultimatum zażądał oddania się w niewolę Wercyngetoryksa, obiecując darowanie życia jego buntowniczym wojskom. Tak też się stało.
Wercyngetoryks uznał swą porażkę i ofiarował się za swój lud. Po upadku Alezji Rzymianie już bez większego oporu zgnietli ostatnie ogniska galijskiego oporu, Cezar zaś zwolnił i odesłał do domu jeńców, a następnie zawarł z naczelnikami i wodzami plemion galijskich układy o współpracy i umiarkowanych trybutach na rzecz Rzymu. Potem przez ponad cztery stulecia Galia była najwierniejszą i najbogatszą, obok Egiptu, prowincją imperium rzymskiego.
Cesarstwo rzymskie nie miało odtąd na dziesięciolecia poważniejszych wrogów i wojen zewnętrznych. Do Rzymu płynęły rzesze niewolników, tania żywność i różnorakie towary ze wszystkich podbitych prowincji od Półwyspu Iberyjskiego po Azję Mniejszą. Cezar zaczął wprowadzać liczne reformy, dotyczące głównie wojska, administracji imperium i finansów. Ale przede wszystkim, jako dożywotni dyktator zadbał o swój własny splendor i chwałę, organizując cztery parady triumfu i zwycięstwa. W największej, za ozdobnym rydwanem, na którym jechał on sam w purpurowej szacie, wieziono w stalowej klatce, jak dzikie zwierzę, Wercyngetoryksa. Po paradzie uduszono go, z rozkazu Cezara, w więzieniu. Zaś wiele stuleci potem ogłoszono go bohaterem narodu francuskiego.

żródło: Wikipedia
wtorek, 29 listopada 2005
wróżby Andrzejkowe
Kawalerskie wrózby odbywały się w Katarzynki (24 listopada) czyli w wigilię św. Katarzyny. Panny wróżyły sobie w Andrzejki (29 listopada) czyli w wigilię św. Andrzeja
wróżby kawalerskie:
"Kawaler, kładąc się spać, wkładał pod prześcieradło kobiecą bieliznę, a pod poduszkę karteczki z wypisanymi imionami dziewcząt. (...) W nocy śnił o ukochanej, a rankiem sięgał pod poduszkę i już wiedział jak ma na imię. Mógł też wstawić do wody ściętą gałązkę wiśni albo czereśni. Jeśli zakwitła na wigilię Bożego Narodzenia, oznaczało to szybki ślub z ukochaną."
wrózby panieńskie
I "...z kształtów powstałych z roztopionego wosku albo ołowiu wylewanego (przez oczko w kluczu) do wody na skrzyżowane gałązki chrustu, które ułatwiały wyjęcie zastygłej figurki."
II "Każda z panien szykowała wcześniej placki, kulki z ciasta lub tłuszczu, kości z nóżek cielęcych. Podsuwały te smakołyki wpuszczonemu do izby psu. Ta, której kulkę zjadł pierwszą, miała pierwsza wyjść za mąż.
Podobnie postępowały z kogutem, któremu rozsypywały ziarno na podłodze.(...) We wróżeniu pomagały również inne zwiarzęta: kot, gąsior, chrząkające świnie, kraczące wrony."
III "Dziewczeta puszczały na wodę igły albo świece. Jeżeli się spotkały, znaczyło to, że para zostanie skojarzona. W niektórych rejonach świece osadzano w łupinach orzechów, przyczepiając do nich karteczki z imionami dziewcząt i chłopców. Te, które podpłynęły do siebie, wróżyły rychły ślub połączonej parze."
IV "Panny na wydaniu paliły strzępki papieru i kłębki kądzieli, by z ich cieni i sposobu spalania wnioskować o możliwości połączenia się z ukochanym chłopcem."
V Wyciąganie spod talerzy lub misek ukrytych przedmiotów.
"Pierścionek albo wstążka z czepca męzatki oznaczały ślubnu kobierzec, różaniec czy ksiązeczka do nabożeństwa - klasztor, listek lub kwiatek - staropanieństwo, mirt - drużbowanie, lalka ze szmatek - nieślubne dziecko, ziemia - śmierć."
IV Stosowały również takie same metody jak chłopcy w Katarzynki
"...dziewczęta szły spać po całym dniu poszczenia i gorących modlitw do św. Andrzeja (...) By uchronić się w tę noc przed sennymi koszmarami, połykały trzy ząbki czosnku."
źródło: "Encyklopedia tradycji polskich"
Renata Hryń-Kuśmierek, Zuzanna Śliwa

niedziela, 20 listopada 2005
Sauna Słowian
"Nie mają Słowianie łaźni, lecz posługują się deskami z drzewa. Zatykają szpary w nich czymś, co bywa na ich drzewach, podobne do wodorostów, a co oni nazywają mech. Służy to zamiast smoły do ich statków. Budują piec z kamienia w jednym roku i wycinają w górze na wprost niego okienko dla ujścia dymu. A gdy się piec zagrzeje zatykają owe okienko i zamykają drzwi domku. Wewnątrz znajdują się zbiorniki na wodę. Wodę tę leją na rozpalony piec i podnoszą się kłęby pary. Każdy z nich ma wiecheć z trawy, którym porusza powietrze i przyciągają ją ku sobie. Wówczas otwierają się im pory i wychodzą zbędne substancje z ich ciał. Płyną z nich strugi potu i nie zostają na żadnym z nich ani śladu świerzbu czy strupa".
Ibrahim ibn Jakub

środa, 16 listopada 2005
Granice Sprewian
"Podstawę [Polskiej] granicy zachodniej stanowiła rzeka Odra, która rozdzielała plemiona polskie od Słupian serbskich i Sprewian wieleckich [...] szła błotami odrzańskimi stanowiącymi naturalną barierę osadniczą. Tereny na południe od błot zajmowały po obu stronach Odry plemiona Lubuszan, stanowiące ogniwo pośrednie między polańską Wielkopolską a wieleckimi ziemiami zamieszkałymi przez plemię Sprewian. Granica rozdzielająca Sprewian i Lubuszan biegła pasmami puszcz po lewej stronie Odry, następnie schodziła do jej koryta w okolicy Szydłowa i szła dalej Odrą aż do ujścia Nysy Łużyckiej [...]" pisze H. Dominiczk podejmując próbę ustalenia zachodnich granic Polski (cytat za: Centrum Szkolenia Straży Granicznej). Większość podziałów terytorialnych w owych czasach określały granice naturalne. Tutaj autor wskazuje na nieprzebyte pasy graniczne stanowione przez bagna i puszcze.

zasoby własne, zobacz Połabie
Prawdopodobnie również od zachodu miedzy Sprewianami a Stodoranami (Hobolanami) ciągnęły się bagna, na co wskazuje Zofia Kossak i Zygmunt Szatkowski w książce "Troja Północy", tłumacząc pochodzenie nazwy Brenna (stolica Stodoran) od słowa "breń" - błoto. Ziemie Sprewian otoczone więc były puszczami i bagnami, co stanowiło naturalną zaporę i dawało schronienie dla pogańskiej wiary, która utrzymała się tu conajmniej do chrztu samego Jaksy z Kopnika, czyli najprawdopodobniej do 1157 r.

Słowianie Połabscy - zalesienie

00:32, drogi_r , mapy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3

prawa autorskie


edytuj